
Witaj, młody. Pewnie sam nawet nie wiesz, w co się pakujesz. Mówisz, że nigdy wcześniej nie miałeś do czynienia z taką muzyką? Nie szkodzi, przyzwyczaisz się szybko. Pierwszy raz zawsze boli. Pamiętaj tylko, że przed włączeniem „Dark Side of the Sun” musisz oczyścić umysł.
...MUSISZ OCZYŚCIĆ UMYSŁ, KURWA!
Dotarło? To świetnie.
Jak już się oderwiesz od swoich gówno wartych zmartwień i doprowadzisz mózg do stanu używalności, wchodź śmiało w ten nowy świat. Tylko przygotuj się na mocne uderzenie, bo już pierwsza kompozycja, „Inarritu” opęta Cię hipnotyczną, monotonną pętlą z wyraźnie zarysowanym rytmem wyznaczanym przez przyjemnie trzeszczący, delikatny werbel. Śmiało możesz też liczyć na towarzystwo niepokojących dźwięków w tle, ślizgających się na cienkiej granicy między jasnym wyrazem za chaotycznym niezdefiniowaniem. A mniej więcej w połowie zaskoczy Cię pogodny sampel akustycznej gitary.
Być może sobie wtedy pomyślisz, że w percepcji Noxa waga przypisywana kontrastowi dąży do nieskończoności. Błąd, mój drogi – swoistym muzycznym Syjonem dla tego pana jest KLIMAT. Gwarantuję Ci, że przekonasz się o tym, brnąc dalej w niniejszą epkę. Bądź gotowy na obecność wszystkich możliwych zabiegów służących podtrzymaniu nastroju niepokoju, jakie dopuszcza forma z góry zakładająca względny minimalizm. Urwane dźwięki, szury, szumy, pulsujące bassy (do tego ocean rasowej elektroniki w „Solar system” i „Erse” – mniam), tony dziwnych sampli w tle (i nie mam tu wcale na myśli konkretnych instrumentów). Do tego te miażdżące ściany dźwięku i stuprocentowy loudness war w jednej chwili ustępujące miejsca klarowności brzmienia w drugiej. Wylewające się z membran może świetności, nieprawdaż?
...no, nie do końca. Mój gust podpowiada mi, że w paru miejscach ten klimat niepokoju ustępuje miejsca zwykłemu znudzeniu. Dzieje się to co prawda sporadycznie, ale jednak. Dobrze chociaż, że najmniej rozwinięte kompozycje zostały przykryte kobiecym wokalem. Słucha się ich z przyjemnością.
Z drugiej strony, może minąć trochę czasu, zanim Twoja głowa bezproblemowo przyswoi „Dark Side of the Sun”. Nie szkodzi, mnie też to zajęło kilka dób. Czynnikiem do natychmiastowego wychwycenia i błyskawicznej podjarki jest za to brzmienie wykręcone przez Noona: choć sama muzyka średnio emanuje przystępnością, sytość dźwięku przenosi w kosmos. Wszystko jest na swoim miejscu. Panie Noon, jak zwykle klasa.
Ten krótki materiał ma swój urok. Jeśli jesteś w stanie zanurzyć się po uszy w tym ogromie przestrzennych, czarnych jak smoła odgłosów, powinieneś sprawdzić. Najlepiej zrobić to za pośrednictwem TEGO adresu – a jak już uznasz, że „Dark Side of the Sun” stoi na odpowiednim dla Twoich pieniędzy poziomie zajebistości, śmiało nabądź digipack TUTAJ.
www.facebook.com/JakubNoxAmbroziak

0 komentarze:
Prześlij komentarz